poniedziałek, 16 września 2013

Od chęci do konieczności


W jednym z poprzednich postów na moim blogu opisywałam, jak widzę tarotowych Kochanków.

Dzisiaj chciałam przenieść się nieco głębiej, w przestrzeń sygnowaną kartą Diabła. Nie jestem pierwszą osobą, która zauważa pewne podobieństwo w graficznym przedstawianiu obu kart: arkanów VI i XV. Owo podobieństwo najsilniej chyba wyeksponowane jest w talii Rider-Waite’a: w centrum postać anioła lub diabła, z jednej strony kobieta, z drugiej mężczyzna. Jednak również na XV-wiecznej talii Viscontich na obu kartach można dostrzec podobieństwo schematu. Na karcie Kochanków kobieta i mężczyzna podają sobie dłonie, na karcie Diabła kobieta zdaje się wyciągać rękę do mężczyzny, lecz ten ma dłonie związane za plecami. Mężczyznę i kobietę łączy sznur.

W moim odczuciu to podobieństwo przedstawienia Kochanków i Demona (tj. Diabła) wyraża również pewne podobieństwo na poziomie energii, o jakich mówią. Przede wszystkim obie karty wyrażają dla mnie taki sposób oddziaływania, który nazwałabym jako „ściągający”, prowokujący bliskość, kontakt.

W aspekcie pozytywnym będzie to kontakt oparty na przyjemności i sprawiający radość – energia nie obciążająca nadmiernie. Spotkanie tego, co cieszy, daje radość.

W aspekcie negatywnym będzie to „ściąganie” ku wydarzeniom, których najczęściej wolelibyśmy uniknąć. To również nałogi, toksyczne relacje, nieumiejętność opanowania własnych słabości.

Demon sugeruje relacje niełatwe, w których trudno o czyste intencje. Podleganie przez długi czas wpływom sygnowanym przez tę kartę bywa zwykle wyniszczające – pod różnym względem: psychicznym, fizycznym. Demon często pokazuje pożądanie – nieopanowane pragnienie kogoś, czegoś. Kiedyś Olkacool na swoim blogu napisała, że Demon to energia, która pokazuje pragnienie, pożądanie niezrealizowane, niezaspokojone. Bardzo podoba mi się jej myśl. Jest to bardzo trafne spostrzeżenie, ale nie mogę się powstrzymać od przemyślenia tematu z własnej perspektywy. Otóż w moim odczuciu Demon potrafi także pokazać uleganie pragnieniom – problem jednak leży w tym, że wcale nie musi iść za tym poczucie zaspokojenia, uczucie szczęścia.
Na tym poziomie mogę zgodzić się ze znaczeniem Kochanków jako karty wyboru - możliwości podjęcia świadomej decyzji: "chcę/nie chcę", w przeciwieństwie do treści wyrażanej przez Demona. Demon często pokazuje pragnienia, spod których nie potrafimy się wyzwolić. Możliwość wyboru, „wolna wola” zostają zdominowane przez zewnętrzne lub wewnętrzne zniewolenie.

Podsumowując, obie te karty mają dla mnie bezpośredni związek z karmą, z karmicznymi relacjami, wydarzeniami wynikającymi z minionych, zapomnianych wcieleń. Karta Kochanków jest dla mnie „dobrą karmą”, karta Diabła to dla mnie „zła karma”. W karcie Kochanków przeważają dobre intencje, w złej karmie ujawniają się toksyczne skłonności i zależności. W obu jednak wypadkach „spotykamy wydarzenia” (lub ludzi), z którymi coś nas łączy, które (wydarzenia) lub którzy (ludzie) zostali „ściągnięci” do naszego życia. W obu przypadkach energia jest podobna, jedynie w Kochankach to spotkanie odbywa się na równych prawach, z poszanowaniem drugiego, w karcie Diabła to „spotkanie” rzadko odbieramy jako przyjemne, twórcze – odbieramy natomiast jako presję. W Kochankach ważną rolę odgrywa nasza chęć, w Diable czuć ucisk przymusu. W Kochankach możemy, ale nie musimy, nikt nas nie przymusza, czujemy ciągle radość, pozytywne emocje – z Diabłem w tle doskwiera zazwyczaj niemoc, niemożność zmiany zaistniałej sytuacji, bezradność, bezsilność, zdominowanie.

W Kochankach czasem kogoś lubimy, nawet nie wiemy dlaczego – od razu. Od razu łatwo nam się rozmawia, czujemy pokrewieństwo, bliskość. W Demonie potrafimy się nagle zafascynować kimś lub czymś, nie umiemy się oprzeć, z jakiegoś powodu pragnienie przejmuje nad nami kontrolę.


22.09.2013.
Magda w swoim komentarzu zwróciła uwagę, że oryginalny Diabeł z talii Viscontich zaginął, a jego obecny wizerunek to współczesna stylizacja, pasująca do reszty talii. W obliczu tego faktu nie mogę powoływać się na tę talię jako ilustrującą omawianą przeze mnie zależność :)

6 komentarzy:

  1. Ciekawa ta karta z Diabłem, w mojej wersji Viscontich jest inny :)
    Ale czy nie jest tak, że żaden Diabeł w Viscontich nie jest oryginalny, bo nie zachował się do naszych czasów i został dorobiony w dwudziestym wieku (tak jak i Wieża), żeby talia była kompletna?

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo Ci dziękuję za zwrócenie uwagi na ten fakt - rzeczywiście masz rację! Wypadałoby więc przeedytować sam wpis, żeby nie siać dezinformacji. Jestem stałym bywalcem albideuter.de , przeglądałam skany wielokrotnie (są tam przedstawione dwie wersje talii: Visconti-Sforza oraz Cary-Yale), ale nie wczytywałam się w niemieckojęzyczny opis ;) A niestety informacja o tym, że część kart to "współczesne łatanie braków" całkowicie uleciała mi z pamięci. Pozostaje zastanowić się jeszcze, skąd Scapini (współczesny autor karty Diabła) czerpał inspirację - czy ówcześnie (w innych źródłach) Diabeł bywał gdzieś przedstawiany w taki sposób...?
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ohoho, nie znałam jeszcze tej strony, dzięki za polecenie! :)
    Trudno stwierdzić, czym się inspirował, ale bardzo możliwe, że Marsylskim, bo tam jest bardzo podobne przedstawienie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz rację... dzisiaj jak widać źle z moim kojarzeniem ;)
    A propos Marsylskiego, tam niestety nie rzuca się w oczy takie podobieństwo przedstawienia VI i XV...

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak mi się właśnie pomyślało, że w Marsylskim to bardziej do Kochanków podobny jest Sąd :) A do Diabła... Papież.
    Bardzo możliwe, że tarot Marsylski jest dużo bardziej przemyślany i napakowany znaczeniami, niż ten Viscontich.
    Jeszcze przyszło mi na myśl, że oczywiście znaczenia arkanów VI i XV są bardzo powiązane, jak dwie strony medalu, bo Kochankowie to w miłości uczucia, a Diabeł - cielesna namiętność i bardziej instynktowne odczuwanie (VI są bardziej wzniośli i rozumowi).
    Takie mi się myśli nasunęły wczoraj przed snem ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Obejrzałam sobie kolejny raz wielkie arkana Marsylskiego - ja chyba w mniejszym stopniu dostrzegam podobieństwa, o których napisałaś... ale może też i dlatego, że ogólnie koncepcyjnie ciężko mi przekonać się do tych kart. Wiem, że autorytety i znawcy w Marsylskim upatrują więcej symboli, niż w ręcznie malowanych artystycznych cackach ku rozrywce możnych (Visconti, Estensi), nie upieram się też, że miałoby być inaczej... po prostu nie przekonuje mnie owo podejście i lubię przyglądać się tym starszym taliom, również pod kątem symboliki i ukrytych znaczeń ;)

    OdpowiedzUsuń