Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tarot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tarot. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 czerwca 2016

Król Mieczy



Czas na uporządkowanie swoich przemyśleń dotyczących Króla Mieczy – w moim odczuciu najbardziej surowej karty dworskiej.



Król Mieczy reprezentuje świat, do którego emocje nie mają dostępu. Wszystkie namiętności, które ma, koncentrują się wokół jednego pragnienia – to zimne pragnienie kontroli, porządku, struktury.

Nigdy nie działa pod wpływem impulsów płynących z uczuć, chociaż potrafi ostro i gwałtownie wkroczyć do akcji pod wpływem zagrożenia, zwłaszcza zagrożenia utraty kontroli.

Król Mieczy prędzej się wycofa, niż podporządkuje. Zatnie w trwającym wieki milczeniu, niż przyzna do błędu i zachowa z pokorą. Zakon Złotego Brzasku przyporządkował tę energię znakowi Wodnika – i tak jak niektóre przyporządkowania w moim odczuciu należy traktować raczej umownie (nie w każdym przypadku cechy znaku spójnie zgrywają się z cechami określonego Króla, Królowej, Rycerza), tak akurat to odniesienie pasuje mi doskonale. Idealistyczny, odległy, abstrakcyjny Wodnik doskonale pokazuje innym systemem (zodiakalnym) tę energię, zgodnie z którą działa Król Mieczy.

Król Mieczy prowadzi do świata, w którym nie czas na sentymenty. Bacznie obserwuje ludzi, analizuje ich zachowania, kategoryzuje ich w typy, ocenia i poucza. Wszystko to z zachowaniem należytego dystansu, przestrzeganiem savoir-vivre’u, konwenansu, obowiązującego prawa. Często sam zresztą wprowadza własne zasady, „reguły gry”, techniki zdobywania „przyjaciół” (piszę w cudzysłowie, ponieważ nie o braterskie uczucia tutaj chodzi), system promocji i eliminacji, które chętnie stosuje w swoim otoczeniu. Do wyzwań życia podchodzi jak szachista, cnoty, które stawia najwyżej, zgodnie z którymi żyje, przez które widzi świat to sztuka logicznego przewidywania następstw, to sztuka dedukcji potrafiąca sięgać do przyczyn, to patrzenie na każdy element poprzez trwale przyporządkowane mu cechy: tak jak inna jest jakość szachowego piona a inna królowej, w ten sam klarowny sposób energia Króla Mieczy chciałaby porozdzielać nieczytelne ludzkie charaktery, przydając im jasne zadania i wyceniając ich możliwości.

Ponieważ dla tej energii wszystko, tak jak gra, powinno być przejrzyste (przynajmniej z subiektywnego punktu widzenia) i odbywać się według opisanych zasad, również tak jak w grze powinno prowadzić do zwycięstwa lub klęski – a poświęcanie poszczególnych figur, aby doprowadzić do sytuacji szach-mat, jest nieuniknioną konsekwencją.

Król Mieczy może być odczytywany jako reprezentant sprawiedliwości, słusznego postępowania, zgodnego z określonym kodeksem. W praktycznych rozkładach bardzo często sygnalizuje postacie mundurowe, czyli te, które „na służbie” podlegają wyższym zasadom, przepisom, działają w obrębie pewnych struktur. Z racji wysokiego intelektu, ambicji, postawy aktywnej społecznie (tzn. wchodzącej szeroko w interakcje z innymi ludźmi, niekoniecznie w znaczeniu „interesów mas”) często reprezentuje zawody prestiżowe, postacie „na stanowiskach”, odpowiedzialne i kompetentne.

Z drugiej jednak strony Król Mieczy to gwarant rzeczywistości technokratycznej, doskonały przedstawiciel zdehumanizowanych pryncypiów, dla których dobro czy życie przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. W tej właśnie energii działają wszelkie laboratoria, które testują na zwierzętach „potrzebne nam ludziom” leki, kosmetyki itp. W tej energii naukowcy III Rzeszy „badali” na jeńcach odporność człowieka na takie czy inne czynniki (doprowadzając do okrutnej śmierci badanych) czy różne sposoby agonii – Król Mieczy, w swoim wyabstrahowanym wymiarze, skupiony na celu, zadaniu, nie patrzy przez pryzmat życia – i wpisanych w nie uczuć, bólu, cierpienia. Obserwując tę energię w różnych układach odnoszę wrażenie, że jedynym uczuciem, rozumianym przez Króla Mieczy, jest strach. Wydaje mi się, że ta postać tak silnie dąży do kontroli, aby uciec właśnie przed drugim biegunem – strachem.

Dlatego też skrajnie manifestowany Król Mieczy często budzi strach i respekt w innych, dlatego też potrafi niekiedy być mistrzem okrucieństwa – wzbudzając strach, przerażenie, umacnia swoje poczucie kontroli, panowania. Naturalnie ta przemoc, okrucieństwo są zupełnie innej kategorii niż np. Króla Buław, który przecież także potrafi być porywczy i stosować przemoc, czy Rycerza Mieczy, który do spokojnych także nie należy.

Król Mieczy w przeciwieństwie do poprzednich działa przede wszystkim „na zimno”, często zasłaniając się wyższą potrzebą, koniecznością, „dla dobra sprawy” lub „w imię nauki”. Najokrutniejszym wymiarem Króla Mieczy są w mojej ocenie przemyślne narzędzia tortur, tak znamiennie powracające w przeróżnych kulturach i okresach historycznych.

Również ta energia odpowiada za publiczne zalecenia, nakazujące społeczeństwu podporządkowanie się i jednomyślną akceptację odgórnych ustaleń poprzez różnego rodzaju zakazy, nakazy lub upomnienia.

Tą energią wchodzą również treści szeroko dyskutowane, budzące kontrowersje, różnicujące opinie, z różnych względów, lecz to wszystko ponownie spójnie zamyka się w energii tego Króla, który sam reprezentuje właśnie „różne warianty”, teoretyczne dywagacje: dla przykładu podam kwestię szczepionek, zapładnianie in vitro czy żywność modyfikowaną genetycznie. Pomijam tutaj zupełnie indywidualne zapatrywania każdego, chodzi mi o pokazanie, że w przypadku szczepionek Król Mieczy reprezentuje naukę, laboratoryjną precyzję, realizowanie pewnego planu, przepisu, poświęcając dla „dobra sprawy” konkretne, pojedyncze przypadki „nieudokumentowane medycznie”. W przypadku in vitro ponownie pojawia się owo „poświęcanie” obiektów o ściśle przypisanych cechach: w niszczonym materiale nie należy upatrywać istot ludzkich, Król Mieczy w swojej laboratoryjnej pracy na ludzkich zarodkach działa więc zgodnie z logiką – tworzy i niszczy, dążąc do realizacji wytyczonego celu – umożliwienia zagnieżdżenia się płodu i donoszenia do chwili rozwinięcia niezbędnych do przeżycia narządów.

Energia Króla Mieczy, wspierana naturalnie całym kolorem Mieczy, reprezentuje idealistyczne marzenie skończonego opisu całości wszechświata, jego wszystkich praw, obserwowalnych procesów. Król Mieczy, jako najdostojniejszy reprezentant tego żywiołu, pragnie zarządzać i władać tym uporządkowanym, nazwanym, skatalogowanym światem.


Osoby reprezentowane tą kartą mogą wydawać się przede wszystkim zimne – niekiedy faktycznie, dosłownie (np. zawsze zimne ręce), niekiedy metaforycznie. Najwięcej dla mnie w tej karcie wampirycznych atrybutów – biała, nieopalona skóra, ciało szczupłe ale wyprostowane, dumna postawa, długowieczność.

Król Mieczy jako pewna energia tak dalece oderwany bywa od tętniącego barwami życia, że pokazuje także osoby zmarłe, osoby „bez życia” lub „po drugiej stronie”.

Dzisiejsza rzeczywistość to prawdziwe apogeum energii Króla Mieczy. Jako symbol pewnego sposobu działania ten przedstawiciel dworu Mieczy nadaje prymarny kształt dzisiejszemu światu. Doskonale odnajduje się w analitycznym paradygmacie naukowym, technologicznym postępie, coraz lepszych i na coraz szerszą skalę działających systemach prewencyjnych i systemach kontrolujących. Jego dążenie do gromadzenia informacji i badania, analizowania dalej, głębiej, wyżej stymuluje nieustannie do ciągłego przesuwania granicy, ciągłego definiowania i redefiniowania.


W pewnym sensie, w mojej ocenie, Król Mieczy, jako pewna energia działania, organizowania rzeczywistości, przejął pewne sfery reprezentowane historycznie innym typem energii. Przejął sferę władzy, dawnej wyrażanej raczej energią Króla Buław, czyli bezpośrednio działającego charyzmatycznego zwierzchnika, władcy, koncentrującego wokół siebie siły zdolne do utrzymania pokoju czy zbrojnego ataku, na rzecz struktury prawno-urzędniczej. Przejął także sferę pieniądza, dawniej pod patronatem Króla Monet – który co prawda do dzisiaj reprezentuje bankowość – jednak w skali globalnej pieniądz jest tak dalece spekulatywny, abstrakcyjny, że w zasadzie stał się czystym narzędziem ekonomicznym, realnie nie posiadając żadnej wartości. Stopniowo jest dezawuowany na rzecz płatności elektronicznej: wycofywanie pieniądza na rzecz wirtualnie, umownie funkcjonującej jednostki płatniczej to już czysty Król Mieczy, który gra w swoją globalną grę...




poniedziałek, 16 lutego 2015

Król Buław



Dzisiejszy wpis, kontynuacja dawnego postanowienia, poświęcony będzie Królowi Buław. Zanim jednak do niego przejdę, kilka słów jeszcze o ogólnym przypisaniu kart dworskich do żywiołów.

Królowie sami w sobie pokazują energię nieco inną niż Rycerze, Giermkowie, Królowe. Łączy się ich z żywiołem Powietrza, gdy Królowe przypisane są żywiołowi Wody, Rycerze – Ognia, Giermkowie – Ziemi (czyli np. Rycerz Buław to Ogień Ognia, Królowa Buław to Woda Ognia itd.). Oznacza to, że Król wnosi inny charakter zdarzenia niż Królowa czy Rycerz tego samego koloru. Starając się rozszyfrować, jaki dokładnie wpływ wnosi jedna z tych kart do rozkładu, rozróżniam „energię” poszczególnych postaci w następujący sposób:
Króla widzę jako tego, który reprezentuje żywioł intelektu i jednocześnie rządzi daną przestrzenią (swoim konkretnym żywiołem), w konkretnym rozkładzie reprezentuje wpływy „z poziomu władcy”. Królową – żywioł Wody, stanów emocjonalnych – widzę jako „zanurzoną” w określonym żywiole, jej energia, wpływ, dopasowuje się i „płynie z prądem”, najłagodniej manifestuje wpływ żywiołu. Rycerz – Ogień, wymiar zrywu, nagłego „szarpnięcia do przodu” – kojarzy mi się jako ten, który przede wszystkim działa zgodnie z energią określonego żywiołu, jaki reprezentuje, jakby wyprowadzał swój żywioł na zewnątrz, poza, w nową przestrzeń. Giermek – przypisany Ziemi – chyba jawi mi się w najmniej obrazowy sposób. Niewątpliwie jest w nim największa statyczność, ale mnie kojarzy się też z czymś mniejszym, bardziej konkretnym i namacalnym, najbardziej – jako rekwizyt o właściwościach żywiołu, do którego należy. Coś, co najłatwiej można zobaczyć, zidentyfikować, przypisać do. Jest przeciwieństwem energii płynącej z Króla, najbardziej rozproszonej, otaczającej z zewnątrz, narzucającej swój klimat.

Ciężko jest opisać coś, co rozumiem jako bardzo abstrakcyjne, w pewien sposób metaforyczne, niedosłowne. Powyższe obrazy dotyczą sytuacji nie tylko, kiedy karty pokazują konkretną osobą, ale też jaki charakter wpływu mi się kojarzy, kiedy niekoniecznie w karcie należy upatrywać konkretną osobę.






A przechodząc do Króla Buław...




Najbardziej dosłownie, przedstawia dojrzałego mężczyznę, energicznego, sprawczego. Człowieka, który potrzebuje ruchu, aktywności fizycznej, który nie boi się wyzwań – to on kieruje swoim życiem, rzadko o takim człowieku można powiedzieć, że to życie gdzieś go rzuciło. W przeciwieństwie do Króla Kielichów, nie koncentruje się na swoich uczuciach, stanach emocjonalnych, nie nurza się w nich – chociaż nie można powiedzieć, że osoba pokazywana Królem Buław jest osobą niewrażliwą, natomiast zdecydowanie nie podejmuje działań w oparciu o sentymenty. Życie uczuciowe jest niejako prostsze, bardziej jednoznaczne, nie tak rozmyte i niepewne jak niekiedy u Kielichowego. W zasadzie można powiedzieć, że energia płynąca z tej karty obejmuje uproszczony sposób postrzegania „świata mężczyzn” – ponieważ Król Buław to stereotypowy mężczyzna, który wie, czego chce, do problemów podchodzi szukając najlepszego rozwiązania i zaraz przechodzi do działania, nie staje w pół drogi wahając się, roztrząsając, szukając drugiego dna itd.

O mężczyźnie pokazanym kartą Króla Buław można powiedzieć „100% facet”, a także niekiedy typ mucho. W tej karcie zawarta jest też informacja o pewnym, charakterystycznym stosunku do kobiet. Można by go ująć jako szowinizm o różnym natężeniu i skali – od lekko tylko zaznaczonego, który przejawia się szufladkowaniem „oczywiście, baba...” po formy bardzo stereotypowego postrzegania, do czego najlepiej nadaje się kobieta i gdzie jest jej miejsce. Rzecz jasna, przeważnie nie ma to nic wspólnego z niechęcią do kobiet jako takich, konkretny człowiek może bardzo dobrze odnajdywać się jako głowa rodziny, mąż, ojciec – ale właśnie przez jakiś rzucony nieraz komentarz może ujawniać się stosunek nie do konkretnych osób, ale ogólnie, pewien sposób widzenia spraw poprzez płeć.

Bardzo ważną cechą Króla Buław jest umiejętność organizacji, prowadzenia grupy, przewodzenia grupie, ale nie ze skórzanego fotela na podstawie analizy danych (co jest charakterystyczne dla Króla Mieczy), ale w sposób bezpośredni, znacznie bardziej dynamiczny, jak przewodnik czy jakiś herszt bandy z odległych czasów.

I tak w biznesie, sprawach zawodowych taki człowiek – tak jak mi się to pokazuje – lepiej odnajduje się wśród mężczyzn, woli rozmawiać z mężczyznami i z nimi załatwiać sprawy. Potrafi bardzo dobrze skupić się na obranym celu i go realizować. Kiedyś też usłyszałam takie zdanie na jego temat, które też wielokrotnie sprawdziło mi się praktycznie: Król Buław tworzy, kreuje przestrzeń, otwiera możliwości innym – tworzy środowisko, w które wprowadzi innych, stworzy możliwości dla działań innych. Nawet nie tyle sam musi krok po kroku realizować, może mieć od tego ludzi, natomiast z niego wypływa impuls, inicjacja zmian. Stąd w biznesie i sprawach zawodowych taki charakter bywa pożądany i często wyznacza sukces jako realizowanie przyjętego założenia, dążenie w określonym kierunku, ponieważ takie aspekty jak błądzenie, zagubienie, niepewność obce są przesłaniu Króla Buław.

Energia tej karty niesie też ze sobą zagrożenie despotyzmem, uciskiem, brakiem dialogu i kompromisów. Wiąże się też z tzw. argumentem siły, czyli podporządkowaniem, zdominowaniem. W obszarze znaczeń Króla Buław rolę zaczyna odgrywać fizyczność, sprawność – moc działania, siła lub jej brak, ponieważ w tle przesłania karty ukrywa się dominacja oparta na prawie silniejszego, które ustawia w określonym miejscu na takiej właśnie skali. W przeciwieństwie do Rycerza Buław czy nawet bardziej Rycerza Mieczy, Król Buław nie oznacza energii bezpośredniej walki – ale manifestację tej siły, występowanie z pozycji siły, której nie trzeba udowadniać. Bardzo łatwo odnieść tę energię do świata zwierząt, kiedy przywódca stada, naczelny samiec, samym swoim wyglądem odstrasza potencjalnych konkurentów, chcących zająć jego miejsce. Tak właśnie widzę w uproszczeniu świat Króla Buław, który stoi na czele swojego stada, ma władzę ale i realną odpowiedzialność (pomijam walkę o tę władzę, gdyż tutaj widzę symbolicznie inny charakter energii). Odnosząc taką energię do świata ludzi w jego dzisiejszym kształcie, oczywistym jest, że ową siłą dzisiaj wcale nie muszą być dosłownie mięśnie, ale za Królem Buław zwykle stoi coś, co umacnia jego stanowisko, wynosząc go nieco ponad otoczenie – chociażby miała to być tylko niepodważalna pewność siebie poparta zdecydowaniem.




Przechodząc do ogólnych wydarzeń, niezwiązanych bezpośrednio z jakąś konkretną osobą, która mogła pokazać się Królem Buław, pojawienie się w rozkładzie tej karty często sygnalizuje – w moim przypadku – pojawienie się pewnej presji, napięcia z zewnątrz, sytuacji, w których wszyscy naokoło czekają na rozwój wydarzeń i pytają, „i jak? i jak?”, oczywiście mówię o wydarzeniach, które związane są z działaniami zmierzającymi w określonym kierunku. Mi osobiście często pokazuje się jako przeszkoda, wówczas oznacza słabość moich działań w stosunku do otoczenia, niepowodzenie spowodowane brakiem możliwości przebicia się, zaistnienia itd. w określonym obszarze, temacie. Może także oznaczać ograniczoną autonomię, konieczność podporządkowania się czy nawet brak możliwości realnego ruchu w konfrontacji z aktualną sytuacją, w jakiej się znajdujemy. Chodzi mi tutaj o taką sytuację, kiedy siła zewnętrzna narzuca nam określoną rolę, której nie sposób zanegować, nie o realny brak ruchu, zatrzymanie (jak w 8 Mieczy). Przy Królu Buław po prostu musimy działać w określony sposób, choćby niezgodny z naszym charakterem, narzucony z zewnątrz, ponieważ przypisana nam została jakaś rola poprzez czynnik zewnętrzny. Dalej Król Buław z jednej strony może mówić o tym, że nie my musimy myśleć, jak prowadzić określoną sytuację, że jesteśmy zwolnieni od odpowiedzialności (otacza nas wpływ, który wyręcza od takich działań), z drugiej, że przynależymy do kogoś/do określonego wpływu, w obliczu którego stajemy się „pionkami”, elementami, które uwikłane zostały w cele i dążenia zewnętrzne.




To, co najsilniej przebija się dla mnie w energii płynącej z tej karty to siła kreacji, podporządkowywania sobie zewnętrznego świata w powiązaniu z bezdyskusyjnym, autorytarnym „ja”. Tak jak przy Królu Kielichów widziałam zagrożenia pod postacią zatracenia rzeczywistych proporcji, kształtów – zagubienia umysłu w innych światach, oddalających od realnego życia, brak racjonalizmu, tak przy Królu Buław widzę zagrożenie zupełnie odmienne, zagrożenie ze strony utraty swobody ekspresji własnego „ja”, zdominowanie, zniewolenie ciała i przymusowe przykucie do narzuconej sytuacji, na którą nie mamy wpływu. To, co wydaje mi się istotne w charakterze tej karty, to właśnie nie tyle pozbawienie praw, które widzę przy Królu Mieczy, ale wykorzystanie każdej możliwej energii, okazji do swojego celu, podporządkowanie jej sobie. Pisząc te słowa, przychodzi mi myśl idea niewolnictwa – w moim odczuciu znajdująca się pod negatywnym patronatem energii reprezentowanych Królem Buław.

niedziela, 1 czerwca 2014

Król Kielichów




Karty dworskie stanowią specyficzną część talii tarota. Niewątpliwie rozkład z przewagą lub całkowicie zdominowany kartami dworskimi jest zwyczajnie trudny w interpretacji, trudno wychwycić, co jest czym, złapać trafny kierunek interpretacji. Ta grupa kart w interpretacji potrafi wnieść sporo niepewności, kiedy np. nie pytamy o osoby czy wydarzenia, które przez jakieś osoby (pokazane kartami dworskimi) mogłyby się realizować a schematyczne interpretowanie karty dworskiej jako określoną osobę zupełnie nie przynosi rozwiązania naszych wątpliwości, nie przynosi odpowiedzi na postawione pytanie.

Za kartami dworskimi, jak za każdymi innymi kartami, kryje się pewna energia – lub inaczej – również te karty, jak wszystkie pozostałe, odnoszą się do określonego charakteru zjawisk, wydarzeń, czynów. Opisują charakterystyczny dla siebie wymiar, w obrębie którego zachodzi dane wydarzenie. Owo wydarzenie będzie rozwijało się w zgodzie z energią, reprezentowaną określoną kartą, również dworską – ponieważ one również mają typowe dla siebie znaczenia, charakter typowy tylko dla siebie.

Cały ten wstęp prowadzi do bliższego przyjrzenia się karcie Króla Kielichów, gdyż właśnie ona chyba w najbogatszy sposób „występowała” w moich rozkładach. Dwa słowa na temat tej karty oraz całego dworu Kielichów można znaleźć w moim dawnym wpisie  http://tarotlestelle.blogspot.com/2013/08/umys-we-mgle.html


Stopniowo postaram się opisywać pozostałe karty dworskie, dzisiaj jednak – Król Kielichów.


W najbardziej powszechnym znaczeniu karta ta przedstawia dojrzałego mężczyznę o emocjonalności najgłębszej ze wszystkich Królów. To ciepły, uczuciowy mężczyzna. Kielichy często reprezentują krew, więzy krwi, więc często to też ojciec rodziny lub krewny. Kielichy, powiązane z płynami, wskazują niejednokrotnie na alkohol – w określonym kontekście Król Kielichów może przedstawiać mężczyznę ze słabością do alkoholu, lubiącego alkohol lub nawet nadużywającego.

Patrząc szerzej na tę kartę (nie tylko jako Król = mężczyzna) w moich rozkładach Kielichowy często opisywał osobę gościnną, hojną, otwartą, lubiącą towarzystwo w znaczeniu „posiedźmy i porozmawiajmy”. Odbieram tę kartę często jako „ucztującego typa”, który podzieli się, poczęstuje, uraczy. W bezpośrednim kontakcie lubi rozwodzić się na temat własnego życia, opowiadać o swoich dzieciach, bliskich, znajomych – może być gadułą, jednak tematy, które podejmuje, najczęściej dotyczą najbliższego otoczenia oraz spraw, z którymi czuje się związany emocjonalnie. Od Króla Kielichów – poza pozytywami, które oczywiście są i które starałam się przedstawić wyżej – trudno oczekiwać stricte merytorycznej dyskusji, jasno nakierowanych działań, determinacji w dążeniach. Ciemną stroną tej karty jest „księżycowy wpływ”, niejasność, zaciemnienie, namieszanie, prowadzące do niezrozumienia. Powyższe wpływy pokazywały mi się nie tylko przy mężczyznach, ale również jako kontekst/odpowiedź obejmująca kobiety.

Przez Króla Kielichów płynie prawda zbudowana na emocjach: dzisiaj czuję tak, więc myślę tak, jutro czuję inaczej, więc robię inaczej. Ta karta zaciemnia zdrowy osąd, brakuje więc autokontroli, korekty wewnętrznej. Z samej swojej natury wpływ Króla wnosi pewien wymiar nadrzędności lub władzy, czyli w danej sytuacji lub przed daną osobą nie uda nam się wyjaśnić swojego stanowiska (jeżeli oczywiście jest sprzeczne), Król Kielichów „zawłaszcza” swoją emocjonalnością otoczenie, jedynym językiem porozumienia staje się empatia, zrozumienie na poziomie emocjonalnym, pocieszanie się, odwoływanie się do wrażliwości itd. Hojność płynąca z tej energii niezmiernie rzadko ma wymierną wartość finansową: to hojność gestów (jak zrobienie czegoś za kogoś lub poświęcenie), hojność płynów lub pokarmów (napij się, poczęstuj się), hojność „rzeczy nieprzydatnych” (ja tego nie potrzebuję, nie ubiorę, nie zużyję, ale pewnie tobie się przyda). O ile wśród krewnych takie zachowanie jest całkiem na miejscu, o tyle w relacjach z samej natury bardziej formalnych, jak np. sfera publiczna, działalność zawodowa, taki wpływ może być odebrany jako pozbawiony oczekiwanego dystansu, zbyt bliski, zbyt nieformalny, niekomfortowy.

Król Kielichów wprowadza w sytuację/relację brak równowagi, brak stabilności z poziomu emocji, jak i również w ocenie sytuacji. Środowisko zdominowane tymi wpływami bywa męczące, ponieważ nadrzędnym językiem, formą ekspresji, dominantą są emocje, z których nie wyłania się potrzeba zapanowania nad sytuacją w sposób logiczny lub w ogóle w jakikolwiek sposób. Wyjaśnienia czy tłumaczenie, które wydają się sensowne, spójne czy logiczne dla kogoś w obrębie wpływu określanego tą kartą oceniane z zewnątrz okazują się chaotyczne, wewnętrzne sprzeczne, nielogiczne, nie wyłania się żaden konkretny tok myślenia. Długofalowe plany nie istnieją, ponieważ wszystko sprowadza się do chwilowych, lepszych lub gorszych emocji, aktualnego samopoczucia. Bardzo trudno w energii o takim charakterze przewidzieć, czego można się spodziewać za chwilę, być czegoś w jakimś stopniu pewnym – podobnie można opisać osoby, pokazujące się w (negatywnym) kontekście tej karty.

Konsekwentnie Król Kielichów określa w moich rozkładach zaburzenia i niestabilność psychiczną, które nie muszą być bardzo głębokie, ale powodują swego rodzaju zatracenie się w sobie, świecie swoich emocji. W najintensywniejszym wymiarze wpływ Króla Kielichów sprowadza się do skrajnej bezradności, niemocy poradzenia sobie ze światem zewnętrznym czy nawet raczej krańcowej nieumiejętności dostosowania się do świata zewnętrznego. To brak zrozumienia i tłumaczenie „po swojemu”. Najsilniej wówczas można obserwować „bujanie”: w wymiarze fizycznym pijany krok, problemy z percepcją i równowagą ciała, gadanie od rzeczy, opowiadanie „opowieści dziwnej treści”, psychicznie brak dystansu do zjawisk, błędne interpretowanie tego, co się dzieje naokoło, niesamodzielność przy jednoczesnym kurczowym trzymaniu się własnych przekonań, poglądów, własnego zdania, które jutro może brzmieć inaczej niż wczoraj, lecz najważniejsze, że nikt z zewnątrz nie wpłynął na tę zmianę.

W wymiarze towarzyskim Król Kielichów to niewątpliwie bardzo przyjemna postać, natomiast jako karta interpretowana nie w znaczeniu karty osobowej, ale reprezentująca wpływ pewnych energii w aspekty takie jak sfera zdrowia czy życie zawodowe, niejednokrotnie pokazała mi swoje cienie.

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Umysł we mgle



Istnieje pewna grupa kart, które, częściej niż inne, symbolizują szczególny rodzaj świadomości. Mam tutaj na myśli psychiczne „oddalenie się od rzeczywistości”, niezależnie od przyczyn tego stanu.

Najczęściej tymi kartami są 7 Kielichów, Wisielec, Księżyc, ale w moich rozkładach bywały to również figury z dworu Kielichów (Rycerz, Królowa, Król).
7 Kielichów najczęściej bywa określana kartą marzeń, oderwania od rzeczywistości, śnienia na jawie, zatrzymania. Niewątpliwie potrafi pokazać pochłonięcie przez świat fantazji. Energia, reprezentowana tą kartą, w swoim być może najbardziej skrajnym przejawieniu pokazywała mi sposób postrzegania przez niemowlęta oraz osoby z głębokim upośledzeniem umysłowym. W jednym i drugim przypadku człowiek jest całkowicie zależny od otoczenia, nie jest zdolny prawidłowo, w pełni odbierać i reagować na świat zewnętrzny. Interpretowanie świata, rozumienie go i świadoma, kontrolowana interakcja z otoczeniem są bardzo zredukowane. Postrzeganie, charakteryzowane 7 Kielichów, może być nieuporządkowane, nietrwałe, bez wewnętrznej celowej motywacji. Taki człowiek może wydawać się niezainteresowany otoczeniem, ale może łączyć się to z niemożnością, nieumiejętnością odbierania go, co również prowadzi do zanurzenia się w wewnętrzny świat.

Co więcej, świat odbierany narzędziami nie w pełni rozwiniętymi staje się zniekształcony, nieprawdziwy.
7 Kielichów to swego rodzaju aktywność umysłu odciętego od pięciu zmysłów (deprywacja sensoryczna) lub umysłu, który ma trudności z interpretowaniem informacji napływających z tych zmysłów. Nadrzędną rolę odgrywa motywacja emocjonalna, bardziej prymitywna od intelektualnej dedukcji. 7 Kielichów to swoiste zaprzeczenie patrzenia perspektywicznego, ukierunkowanego, celowości dążeń.

Z racji tego, że bodźce zewnętrzne są jakby wytłumione, a odbiór świata zniekształcony, karta bardzo silnie kojarzy mi się z symbolicznym łonem matki – świat, który przenika do kształtującej się dopiero świadomości jest zdeformowany, brak ukształtowanych wyobrażeń, jawa i sen są sobie bardzo bliskie.

Zanurzenie w marzeniach, nierealna ocena sytuacji wydają się jedynie odległym przejawem tej energii.

Nieco inny wydźwięk niesie ze sobą Wisielec, który również, jak najbardziej, potrafi pokazać „oderwanie od świata”. Jednakże „nieprzytomność” Wisielca w moim odczuciu bazuje na nieco innym podłożu niż w przypadku poprzedniej karty. Tamta wiązała się z rozmyciem, brakiem jednego kształtu; w tej świadomość własnego „ja” jest bardzo ważna. Wisielec wraz ze swoim „ja” wychodzi poza rzeczywistość otaczającą, jest przytomnością innego stanu świadomości, jest patrzeniem „poza i ponad”. Często pokazuje ludzi głęboko lub długotrwale będących pod wpływem środków zniekształcających świadomość (narkotyki, alkohol, leki). To, co odbiera taka świadomość jest inne od tego, jak określony stan widzi większość. Wisielec może określać fizyczne unieruchomienie, podczas gdy umysł jest sprawny. Oczywiście, ta karta również bardzo często pokazuje sytuacje utraty przytomności, stany bliskie doświadczenia śmierci lub... rozwijający się płód. To, co wydaje mi się jednak nadrzędne, to przenikanie „między wymiarami”, które jest charakterystyczne dla tej karty. Wisielec nie określa jakości „żywotności”, ale przedstawia energię bardzo transcendentną, przenikającą – w moim odbiorze tej karty symbolizuje ona zawsze złożoną świadomość, która wcale nie musi w pełni wyrażać się poprzez biologiczne ciało. To karta „ducha”, nie związanego z przestrzenią i czasem. W codziennym życiu przyjmowanie energii Wisielca może oznaczać sądy, oczekiwania, opinie zupełnie oderwane od rzeczywistości. I to wcale nie dlatego, że są same w sobie niedorzeczne – intelektualnie można nie mieć im nic do zarzucenia, mogą być wręcz nadmiernie przeintelektualizowane, jednak rozmijają się z przestrzenią, do której są kierowane. Chodzi o zjawisko rozdźwięku między jednym a drugim, nie ma tutaj zrozumienia, harmonii. Wisielec ma zawsze w sobie coś z innej rzeczywistości, niewidocznej dla punktu odniesienia.

Jeszcze inną energię wnosi Księżyc. W moim odbiorze tej karty zdecydowanie bliżej mu do 7 Kielichów niż Wisielca. W przeciwieństwie jednak do 7 Kielichów, Księżyc niesie także niepokój, zagubienie, niepewność – których raczej nie ma w 7 Kielichów. Świadomość w 7 Kielichów nie jest obciążona poczuciem izolacji, akceptuje ten stan. „Ja” opisywane kartą Księżyca odczuwa natomiast „dziwność” – można powiedzieć, że „ja” jest przytomnym obserwatorem; problemem jest zniekształcona percepcja, w wyniku której świat zewnętrzny traci swoją realność, stałość, pewność. Stąd Księżyc potrafi często przedstawiać nie tylko świadomość podczas snu, lub po prostu sen, lecz także choroby psychiczne, zwłaszcza te, które nękają chorego chronicznym niepokojem i lękiem.

W moim odczuciu to również karta jungowskiego Cienia z jednej strony, z drugiej konfrontacji świadomego „ja” z owym Cieniem. Nie jest to jeden lęk przed czymś – to brak wiedzy i nieznajomość własnych lęków, których istnienia, przyczyn, powodów „ja” może nie być wcale świadome, lub świadome w niewielkim stopniu. To pewna przestrzeń (wewnętrzny wymiar), nad którą świadomość nie ma kontroli, rządząca się własnymi prawami, wobec których racjonalne świadome „ja” staje się bezsilne, zagubione. Symbolicznie Księżyc kojarzy mi się z dzikim, niebezpiecznym lasem, opisywanym w ludowych baśniach. To w lesie bohaterowie spotykają fantastyczne i baśniowe postacie, które nie występują w społecznościach ludzi. Tak też widzę świadomość opisywaną kartą Księżyca – pojawia się napięcie, obawy, to, co naokoło, jest wielką niewiadomą, której świadomość nie rozumie, nie zna.
Świadomość sygnowana kartą Księżyca przeczuwa lub w pełni zdaje sobie sprawę ze zdeformowania rzeczywistości, którą obserwuje. W przeciwieństwie do 7 Kielichów, mogą dochodzić poczucie braku oparcia, bardzo silne napięcia emocjonalne. Sprowadzając obie do prostego porównania: 7-ce Kielichów bliżej do idyllicznego świata marzeń, Księżyc natomiast to nawracające, niezrozumiałe, często niepokojące wizje, które trudno zrozumieć i zracjonalizować, sny z przesłaniem, znaczące. Księżyc oznacza niezrozumienie i zagubienie, 7 Kielichów – rozpłynięcie się, rozproszenie.

Co do figur z dworu Kielichów, przedstawiają one przede wszystkim koncentrację na emocjach, uczuciach, przeczuciach, intuicyjnych wrażeniach – najbliżej im do intelektualnej niejednoznaczności, błądzenia myślami, łatwo ulegają wrażeniom, nie mają problemu z zaakceptowaniem czegoś tylko na podstawie wiary lub domysłów. Stąd też w tej karcie lubią się pokazać osoby, które chociażby tylko w danej sytuacji zmieniły stan świadomości, np. pod wpływem alkoholu.

piątek, 26 lipca 2013

Recenzja książki Jana Witolda Suligi "Tarot. Systemy Wróżebne"


Od jakiegoś czasu zbieram się za napisanie recenzji sześćdziesięciostronicowej książeczki Jana Witolda Suligi pt. Tarot. Systemy wróżebne. W tej serii ukazały się jeszcze dwie podobne objętościowo broszurki, opisujące arkana małe i duże w tarocie (również tego samego autorstwa).

Prawdę powiedziawszy, nie bardzo wiem, do kogo jest adresowana ta książeczka – dla chcących poznać tarota, nauczyć się rozkładów, osób całkowicie zielonych w temacie? Dla osób, które znają znaczenie kart, a teraz stają przed decyzją – brać się za to czy nie? Dla ludzi, którzy chcą zarabiać jako tarociści? To ważne, ponieważ książeczka bardzo silnie pretenduje do roli przewodnika – dosłownie – w praktycznym wykorzystaniu tarota. Ale też układ treści zdaje się sugerować, że z tego miejsca jeszcze daleko do interpretacji kart i rozkładów, tutaj dopiero zajmujemy odpowiednie miejsce przy stoliku, tarocista i klient, naprzeciwko siebie („takie usytuowanie jest zdecydowanie lepsze niż sadzanie go obok siebie, co czyni relację z nim nadmiernie intymną”). Omawiana pozycja bardzo silnie precyzuje, kim powinien być tarocista, kim nie powinien być, jak należy się uczyć interpretowania rozkładów, jaka postawa jest właściwa, jaka niewłaściwa, mowa jest także o konsekwencjach i obciążeniach, a nawet, prawie, powiedziane jest jak to wszystko działa, nie mówiąc jednak do końca, jak działa...

To, co przede wszystkim uderza, to niepochwalanie, a wręcz zakaz robienia rozkładów samemu sobie. Jeszcze potrafię zrozumieć, że odradza się kładzenie kart typu: „zobaczmy, co mnie czeka w tym roku”, „zobaczmy, jak rozwinie się dla mnie ta sprawa”, „zobaczmy, lepiej wybrać propozycję X czy Y” itd., z tego względu, że – jak powtarza wielu – można być nieobiektywnym, czytać karty życzeniowo, rozkładać je życzeniowo, przenosić własne lęki i nadzieje… Ale w moim odczuciu – w trakcie poznawania kart, uczenia się znaczeń, w trakcie praktycznego obcowania z tym narzędziem – nie korzystanie z kart i nie weryfikowanie ich znaczeń w obrębie swojej rzeczywistości (czyli swojego życia), to jak nauka chwytów gitarowych w powietrzu.

W książeczce opisane są dwa sposoby „zdobywania szlifów” w dywinacyjnej praktyce: rozkłady robione klientowi i rozkłady robione klientowi, którego sobie wyobrażamy, nieistniejącego. Tarot jako narzędzie służące samopoznaniu, pracy ze sobą – zupełnie nie istnieje. Samodzielna nauka wróżenia według przewodnika powinna wyglądać następująco: „(...)mieszamy karty, zbieramy, przekładamy na trzy części od siebie i składamy w tym samym kierunku tak, jakbyśmy mieli komuś wróżyć przez telefon lub skype. Bierzemy pierwszą kartę z wierzchu i odkrywamy”. Nie stawiamy żadnego pytania, ale „wymyślamy sobie tego, komu wróżymy”, po czym szukamy w kartach problemu, z jakim ów klient do nas przyszedł oraz interpretujemy z dalszych kart odpowiedź. Pierwszy raz spotkałam się z tak osobliwą metodą poznawania tarota. To, co bardzo nie podoba mi się w takim podejściu, to sprowadzanie tarota do roli jednoznacznie usługowej, co jest z kolei bardzo wyraźnym celem autora (rozdział Wróżbiarstwo jako usługa). Adept, który pragnie uczyć się korzystać z kart zgodnie z instrukcjami przewodnika, od samego początku traktuje siebie jako „operatora narzędzia”. Ów adept sam w sobie być może ma dar (oby), ten dar może więc wykorzystać z pożytkiem dla klienta i zyskiem finansowym dla siebie.

Bardzo zaskoczył mnie taki sposób naświetlenia, co z kartami, dołączonymi do książeczki, można robić. Sześćdziesiąt stron (w tym kilka ilustracji) to niewiele, ale też nie sądzę, żeby to ograniczenia wydawnicze narzuciły właśnie taki styl przekazu. Całkowite odrzucenie kierunku pracy z kartami dla samego siebie jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe, co więcej – wypacza w moim oczach w ogóle sens korzystania z nich! Z całej broszurki najdobitniej dociera do mnie fakt, że z tym tarotowym ogniem trzeba umieć się obchodzić, nawet niewielkie odstępstwo od przekazywanych zaleceń grozi niebezpieczeństwem, a tu jeszcze trzeba mieć na uwadze klienta i jego problemy.

Kolejnym kontrowersyjnym punktem są dla mnie uzasadnienia określonych stanów rzeczy, np. kiedy tarocista czyta karty jedynie w pozycji prostej, pomijając odwrócone: „Jest to błąd wskazujący na to, że drzemie w nich [tj. w takich adeptach] przesądne przekonanie, iż odwrócone karty wieszczą nieszczęścia i są – że tak powiem – złe”. Aprioryczna sentencja podana laikowi nie tylko tworzy błędne przekonanie, że kart nie odwraca się ze strachu, ale także dyskretnie podnosi autorytet tego, który odwraca.  W tym samym tonie można znaleźć bardzo wiele uwag i zdań, np. na temat przekładania. Karty, jak podaje Suliga, przekłada się w określonej kolejności, od siebie na zewnątrz, w stronę klienta: „Ruch przeciwny oznaczałby, że tarocista wróży samemu sobie”. Wśród tego typu zdań i wyjaśnień najsilniej poruszyło mnie poniższe wytknięcie: „Drugą tego przyczyną [wprowadzenia „mentalnego wirusa” do umysłu klienta, wpłynięcia na jego podświadomość] bywa składanie lub tasowanie tarota wizerunkami skierowanymi w stronę klienta (klient zauważa arkan Śmierć i podświadomie uznaje, że niedługo umrze). Jest to zachowanie nieprofesjonalne, niestety nagminne, podobnie jak wiara, że karta, która wypada w trakcie tasowania, coś znaczy”. Nie rozumiem zupełnie przekonań, na jakich Suliga opiera swoje pouczenie, ale bardzo nie podoba mi się mieszanie w ów wywód określeń nieprofesjonalny, niestety, wiara. Dodam, że poradnik nie precyzuje, jak należy się zachować, kiedy karta Śmierci pojawi się na stole, w rozkładzie.

W moim odczuciu, system wróżenia tarotem prezentowany przez Suligę jest niewiarygodnie sztywny, ortodoksyjny, ograniczony. Pełen wewnętrznych reguł, które i być może są oczywiste dla „profesjonalnych wróżów”, lecz niewiele wnoszą w istotę korzystania z kart i interpretowania ich , a sam sens owych reguł i obostrzeń jest mocno wątpliwy.

Podsumowując – książeczka Tarot. Systemy wróżebne była dla mnie zaskakującą lekturą. Mimo mojego szacunku do Jana Witolda Suligi i jego wiedzy, potwierdziło się niestety dawne odczucie, że z opracowaniami jego autorstwa nie jest mi po drodze. Ale z drugiej strony – cieszy mnie fakt, że taka publikacja się pokazała, czas poświęcony na przeczytanie na pewno nie uważam za stracony. Osobom interesującym się kartami i wróżeniem polecam, chociaż od siebie mogę dodać – z dystansem do rad.

wtorek, 25 czerwca 2013

Kochankowie – trudna decyzja


Tytuł jest lekko przewrotny- chcę napisać o moim rozumieniu tej karty, z którą wiążą się pewne niejednoznaczności. Mój tekst nie jest polemiką z rozumieniem tej karty przez innych tarocistów – jest prezentacją mojego punktu widzenia, rozumienia tej karty.

Tą niejednoznacznością jest aspekt decyzji, wyboru, przypisywany Kochankom. Niektórzy go widzą, i tak rozumieją tę kartę (+ inne znaczenia), inni traktują ją wyłącznie jako, mówiąc najzwięźlej, kartę zaślubin, połączenia.

Pisząc na samym początku właściwą tezę, ujmę to krótko. Kochankowie nie przedstawiają dla mnie wyboru między dwiema drogami (albo-albo). Kochankowie (w moim rozumieniu) mogą przedstawiać otwarcie się nowej drogi, oferty, z której skorzystamy lub nie (albo wkroczę na nią, albo zostanę tu gdzie jestem). Niby niewielka różnica między pierwszą a drugą opcją, ale w moich oczach zmieniająca bardzo sens.

Ten sens – nowych możliwości wynikających z połączenia – widzę w pierwszych taliach: Viscontich (w dwóch wersjach), w talii d’Este... Również w pierwszej „kupnej” talii, z którą pracowałam (Universal Fantasy Tarot) VI arkan przedstawia po prostu wtuloną w siebie parę. Owszem, kiedy poznawałam karty, spotkałam się również z przypisywaniem Kochankom dylematu. Janusz Wilczewski w Karcianych wróżbach pisał: „Pożądanie i prawo, czyli dwie drogi (z jednej trzeba zrezygnować), a więc prawo wyboru a i zarazem pierwsza strata na tej drodze. Wyboru należy dokonać na drodze intuicyjnej. Symbol inspiracji, przeczuć, domysłów”.

Poniżej moje widzenie karty Kochanków i mój kierunek interpretowania tej karty, jej znaczeń.

Przede wszystkim jest to dla mnie karta „pomyślnych wiatrów”, sprzyjających wpływów, korzystnych okazji. Dobre, życzliwe gesty, zwłaszcza ze strony jednej, określonej osoby (chociaż może też być to grupa). Chęć nawiązania kontaktu (o życzliwym charakterze), chęć współpracy, współdziałania, wszelkiej wymiany, w której obie strony traktowane są równo. Stąd też często karta ta w aspektach zawodowych potrafi pokazać spółki, wspólników, partnerów kierujących wspólnym przedsięwzięciem.
Czy Kochankowie są kartą wielkiej, głębokiej miłości? Sama karta zdecydowanie nie jest taka jednoznaczna w tym temacie. Ale w oparciu o moje doświadczenie mogę powiedzieć, że często osoba, o którą pytamy, pokazująca się w tej karcie, jest otwarta uczuciowo, emocjonalnie, chętna na flirt, chętna na wspólne przebywanie razem, często w jej zachowaniu można dostrzec oznaki zainteresowania. Symbolicznie taka „wyciągnięta ręka”. Jestem chętny do zacieśnienia naszej znajomości, chcę z tobą spędzać czas, jestem lub chcę być twoim przyjacielem.
Kochankowie potrafią pokazać relacje, z których nic poważnego nie wyniknie na przyszłość. W moim odbiorze to przede wszystkim karta sprzyjającego czasu, dobrego momentu, by działać, to sprzyjające okoliczności. Kochankowie to dla mnie zaproszenie, okazja do „nowej jakości”, jeśli skorzystamy z tej okazji, mamy możliwość stworzyć coś nowego, nową relację, nowy pomysł – wspólnie z drugą osobą lub w określonym środowisku w grupie.
W rozkładzie zawodowym, w pytaniu o nową pracę, co może oznaczać karta Kochanków? Według wielu wybór, między np. nową pracą a starą. W moim odczuciu – jeżeli karta reprezentuje to nowe miejsce do którego chcemy trafić, po pierwsze jest bardzo duża szansa, że pracę dostaniemy, a przede wszystkim – że zostaniemy dobrze odebrani przez osobę rekrutującą. Mamy kogoś nam przychylnego w tym miejscu. Jeżeli nasze pytanie dotyczy tylko przebiegu rekrutacji/rozmowy kwalifikacyjnej, osoba, z którą rozmawialiśmy, dobrze nas odebrała, jednak nie przesądza to jeszcze o tym, że pracę dostaniemy.
W pytaniu o to, jaki będzie miesiąc lub okres czasu, karta Kochanków może reprezentować – poza okazją poznania kogoś, również czas pomyślnych, sprzyjających nam wpływów. Spotkanie przyjaciół, duża bliskość emocjonalna, ciepło emocjonalne. Możliwości pozytywnego załatwienia spraw, które wcześniej były uciążliwe.

czwartek, 6 czerwca 2013

Pogoda pod Kapłanką

Pogoda w tym roku nie rozpieszcza. Najpierw długa zima, potem zimna wiosna i pochmurne początki lata. Czerwiec zaczął się deszczem i zagrożeniami podtopień – oraz powodziami w zachodniej Europie.

Aura ostatnich dni pokazała mi się w karcie Kapłanki:
- przeważa żywioł wody: na niebie grube, ciężkie chmury; nie ma ulewnego, gwałtownego deszczu, który nagle lunie i za chwilę znów jest ciepło (ogień wody); z chmur na niebie pada albo równy, monotonny deszcz albo mżawka, przy której nie wiadomo – brać parasol czy nie...; w powietrzu cały czas czuć wilgoć, ziemia jest nasiąknięta wodą, miękka, poziom wody w rzekach wyższy;
- temperatura średnia, około 15 stopni, nie ma skrajności; przez cały dzień utrzymuje się na podobnym poziomie;
- temperatura i deszcz skłaniają do „zakrywania się”, „chowania” – kurtki, kaptury, swetry, parasole; chociaż zbliża się lato, nie pokazujemy ciała tylko ukrywamy się pod odzieżą; nie chce się spędzać czasu na powietrzu – lepiej gdzieś się ukryć, np. w kawiarni, lub zostać po prostu w domu;
- chociaż zbliża się sezon, nie chcemy w tym czasie wydawać pieniędzy (imprezy związane z coraz piękniejszą pogodą, wymiana garderoby na letnią, „odświeżenie wizerunku” na lato), „nic się nie chce”, zastój jeśli chodzi o „biznes sezonowy”;
- dzień jest ciemny, zła widoczność (chociaż w tej chwili u mnie nie ma mgieł, myślę, że Kapłanka również doskonale oddawałaby i ten aspekt wilgoci);
- niebo stalowe, ciężkie;
- senność w powietrzu, brak energii;
- pogoda w tym czasie Kapłankowym jest stabilna, taka sama była i zapewne przez kilka następnych dni będzie – myślę, że ten aspekt pewnej trwałości, status quo jest dosyć istotny – z tego można wywnioskować drugą informację, o swoistym bezpieczeństwie takiej pogody; Kapłanka nie niesie w sobie informacji o gwałtownych zmianach, nagłych stratach itd. – więc rzeka, mimo wysokiego stanu, jednak nie wyleje, piwnice nie zostaną podtopione, tama nie puści nagle itp.;
- brak burz i porywistego wiatru;
- dobry czas na refleksje, wewnętrzne podróże (też te stymulowane książką lub filmem), poddawanie się wewnętrznemu nastrojowi, oddawanie się marzeniom, pracy wzbogacającej wnętrze;
- raczej niekorzystny czas dla osób depresyjnych, przybitych, zagubionych – Kapłankowa aura może potęgować niepokoje, pytania, wątpliwości;

Tak bym widziała tę Kapłankę w aspekcie pogodowym, która zatrzymała się przez kilka dni nad moją okolicą :-)

Na szczęście pogoda już się przełamuje, druga połowa czerwca ma być przyjemniejsza (oby w całej Polsce) :-) Tego sobie i wszystkim życzę :-)

wtorek, 14 maja 2013

O tym, co cenne w pracy z kartami tarota


Przede wszystkim wypracowanie indywidualnego stosunku ja – tarot. Problemy z przekłamanymi rozkładami, impasem interpretacyjnym miewa chyba niemal każdy. Niektórzy mają problemy z różnymi energiami, np. pojawia się niepokój, poczucie obecności, pojawią się koszmary lub przeciwnie – przyjemne, ale notoryczne sny związane z kartami itd... Mogą być też inne „znaki zapytania”. Jestem zdania, że dojrzałość i wewnętrzne przygotowanie do pracy z kartami polega na tym, że osoba, która chce to robić potrafi szukać rozwiązania w sobie. Przynajmniej – przede wszystkim w sobie. Nie chodzi o to, że złe czy błędne miałoby być proszenie innych o radę, pytanie pod kątem wskazówek lub podobnych doświadczeń. Jednak poleganie w całości na doświadczeniu innych może nigdy nie nakierować na prawdziwy problem, może przynieść złudzenie rozumienia sytuacji, która jednak pozostaje indywidualna… Tak przynajmniej ja czuję ten temat – tutaj nie ma uniwersalnych rozwiązań.
Ten indywidualny stosunek to również: „Robię tak, bo tak czuję”, w przeciwieństwie do „Bo ktoś mi tak powiedział”. To również sztuka czerpania z nauk innych, która nie staje się bezmyślnym powielaniem. W opracowaniach dotyczących tarota przewijają się nazwiska m. in. Waita, Crowleya, Banzhafa, a na polskim gruncie Suligi, Jóźwiaka, Chrzanowskiej – są też oczywiście inni. Z pewnością sięganie po różne opracowania, spotkania na kursach przynoszą bardzo dużo korzyści – powinny być nadal jednak przede wszystkim inspiracją do indywidualnych poszukiwań, „jak ja czytam karty? Co ja widzę w tarocie?”. Tak na przykład łączenie tradycji kabalistycznej z tarotem jakoś ciągle, po dzień dzisiejszy, do mnie nie przemawia, mimo że w ten sposób tarota odczytywali m.in. członkowie Zakonu Złotego Brzasku (o ile się nie mylę), w tym i Crowley, a na polskim gruncie to przyporządkowanie upowszechnił pan Suliga… Dla mnie, mimo znaczących nazwisk, omawiane utożsamienie jest wtórne, naniesione... inspirujące, ale i zniekształcające.

Ważnym elementem, korespondującym z pierwszym akapitem, jest poszerzanie wiedzy dotyczącej kart. Teoretyczne opisy znaczeń dywinacyjnych uzupełniane praktycznym doświadczeniem z określonych rozkładów, „robienie rozkładów” idące w parze ze zdobywaniem informacji na temat ewolucji samych kart, czyli poznanie podwalin, na których opiera się większość „szkół”, tradycji wróżebnych. Warto zgłębiać, porównywać, patrzeć, jak pracują i interpretują inni.

Krytyczna obserwacja własnych rozkładów, szukanie znaczeń, nieustanna gotowość do zweryfikowania swojego stanu wiedzy – np. karta Cesarza zamiast mężczyzny pokazująca firmę itd. Bardzo interesujące bywają nawet nieduże rozkłady (do trzech kart) związane z określoną sytuacją, która miała miejsce w przeszłości, której byliśmy świadkiem; rozkłady związane ze znanymi nam sprawami, wydarzeniami, sytuacjami – przyrównanie świadomego stanu wiedzy z symbolicznym językiem kart daje ciekawe rezultaty. No i oczywiście warto wspomnieć o takim klasyku jak zeszyt, w którym zapisujemy rozkłady oraz interpretacje, lub też „nasze” znaczenia przy konkretnych kartach…:) Chociaż prowadzenie takiego notatnika wymaga systematyczności i – jednak – czasu, nie tylko może być pomocny w zapamiętywaniu nowych znaczeń, ale może także pobudzać kreatywność interpretacji stawianych rozkładów czy pojedynczych kart. Poszukiwanie słów, którymi chce się opisać „niedookreślone skojarzenia”, prowadzi nieraz do bogatszych wniosków, bardziej wnikliwego przyglądania się detalom, sprzyja wychwyceniu większej ilości spostrzeżeń.

Przechodząc nareszcie do bezpośredniej pracy z kartami, czyli do robienia rozkładu: bardzo ważny jest wypoczęty umysł, spokój, koncentracja. Im bardziej zaangażowani emocjonalnie jesteśmy  w temat, o który pytamy, tym większe ryzyko, że karty i odczyt nie będą obiektywne. Nie musi tak być, ale jednak warto się z tym liczyć i umieć „odpuścić”, odłożyć karty do czasu, kiedy wewnętrzne samopoczucie będzie na takim poziomie, że nie będzie dodatkowym utrudnieniem.